Survival w lesie – czyli jak nuda zamieniła się w kreatywną przygodę

Survival w lesie - buschcraft

Survival, a może Buschcraft? Po co człowiek idzie do lasu z namiotem

Zwykle, gdy planujemy weekend, myślimy o wygodzie: ciepła kawa, miękka poduszka, Netflix w tle.
Tym razem było odwrotnie. Zamiast uciekać od dyskomfortu, postanowiliśmy go poszukać.
Zrezygnowaliśmy z łóżka, prądu i Wi-Fi, żeby przekonać się, co się stanie, gdy wszystko, co znane, zamienimy na ciszę lasu.

To nie był klasyczny kurs przetrwania ani walka o życie w stylu Beara Gryllsa.
To był eksperyment z gatunku mindful bushcraft – próba sprawdzenia, czy w świecie, w którym wszystko jest dostępne na kliknięcie, wciąż potrafimy cieszyć się prostotą. 

Przeczytaj artykuł i sam zobacz! 


Bushcraft z kompasem – kierunek – gdziekolwiek 

Wyłączyliśmy nawigację. Koniec z „skręć w lewo po 200 metrach”.
W ruch poszedł kompas – ten klasyczny, metalowy, z lekko zarysowanym szkłem. Kierunek: zachód. Cel: jezioro.
Wiedzieliśmy, że właśnie w tym kierunku musimy iść ale nie wiedzieliśmy jakie ścieżki leśne prowadzą do tego miejsca.

Dodatkowo nie wiedzieliśmy nawet jak daleko mamy iść… , ale to właśnie w tym był urok.

Na rozwidleniu ścieżek – cztery drogi. Każda wyglądała tak samo.
Rozsądek podpowiadał: idź tam, gdzie są ślady butów. Ale survivalowiec w nas krzyknął: na pewno nie tam skąd przyszliśmy! 😀 W końcu bushcraft to nie tylko wiedza o przyrodzie, ale też zaufanie do instynktu.

Nie chodzi o to, by znać trasę. Chodzi o to, by znaleźć kierunek.


Ogień Dakota – serce obozu i aromat przygody

Po dłuższym marszu dotarliśmy nad jezioro. Woda lśniła w słońcu, jakby chciała powiedzieć: „tu zostańcie”. 
Jeszcze tylko chwila na wejście wgłąb lasu i znalezienie tego jedynego miejsca, które będzie bezpieczne, a jednocześnie „bogate” w opał. 
Trzymaliśmy się zasady, że jeśli my nie widzimy ścieżki to nikt ze ścieżki nie zobaczy nas. 
Idealne miejsce na obóz. Już po kolejnych kilkudziesięciu minutach mieliśmy rozstawione obozowisko i wykopaną dziure na ognisko. I to nie byle jakie! 

Zainspirowani filmami survivalowymi postanowiliśmy zrobić ognisko Dakota – konstrukcję używaną przez rdzennych Amerykanów.
Dwa otwory w ziemi, połączone tunelem, tworzą system, w którym ogień pali się mocno, równomiernie i prawie bez dymu.  Do tego bezpiecznie dla ściółki leśnej — i zawsze można je zakopać, aby wykopać kolejne. 

Kiedy woda zaczęła bulgotać, a kawa pachniała w kubku (no i misce — bo Bartek zapomniał kubka), pojawiło się to uczucie, które znają wszyscy miłośnicy biwakowania.
Kawa nie smakowała jak napój. Smakowała jak nagroda za sprawczość – za to, że własnymi rękami stworzyliśmy ciepło i dom w środku dziczy.

Noc w lesie i odgłosy dziczy

Po zmroku las zaczął mówić. Nie tym głosem, który znasz z filmów przyrodniczych, tylko tym prawdziwym — trzask gałęzi, szelest liści, przeciągłe pohukiwanie.
Siedzieliśmy przy ognisku, a światło ognia odbijało się w powierzchni jeziora.

Telefon od Natalii — żony Bartka — przerwał ciszę:
– Jak tam, chłopaki?
– Spoko, nic się nie dzieje.
I wtedy… coś się zadziało.
Chrumknięcie, trzask, cienie między drzewami. Dzik biegł w naszą stronę. 
Już chciałem wyciągać gaz pieprzowy, który miałem w kieszeni, ale było słychać, że ta strasznie warcząca masa biegnie jednak w drugą stronę. 

Chwila napięcia, a potem śmiech. Bo w survivalu strach i radość często idą w parze.
To w tej mieszance emocji rodzi się coś najprawdziwszego – świadomość, że żyjesz.

Jeśli chcesz posłuchać co wtedy czuliśmy i słyszeliśmy to puść sobie pierwsze sekundy tego filmu:

Kreatywna nuda w kontekście Survivalu 

Kiedy już wszystko było zrobione – namiot stoi, ogień płonie, woda przefiltrowana – następuje coś, czego nie planujesz. Cisza.
I nuda. Ale to właśnie ona jest początkiem wszystkiego.

Naukowcy nazwaliby to aktywacją sieci trybu domyślnego, my nazwaliśmy prościej – kreatywną nudą.
To stan, w którym mózg, pozbawiony zadań i powiadomień, zaczyna działać po swojemu. Tworzy. Improwizuje.

Zaczęliśmy strugać kijki, wymyślać piosenki o wodzie, debatować, czy bobry to tak naprawdę borsuki w przebraniu.
Śmieszne? Tak. Ale właśnie o to chodzi w bushcrafcie nie tylko przetrwać, ale i się zatrzymać.
Bo gdy wszystko wokół zwalnia, Twoje myśli zaczynają iść własną ścieżką.



Bushcraftowe śniadanie i kąpiel w jeziorze 

Poranek w lesie pachnie dymem, rosą i świeżym powietrzem. Coś pięknego! 
Kto nigdy nie obudził się w rześkim lesie z bolącymi plecami po spaniu w namiocie, ten nie wie co to życie… 😀 
Zanim kawa zaczęła znów bulgotać w menażce, wpadliśmy na pomysł: zróbmy stół
No bo przecież na czymś trzeba tę kawę postawić!   
Jedyne elementy jakie mieliśmy to sznurek i kijki. Dołożyliśmy do tego trochę kreatywności i gotowe. 
Efekt? Stabilny (prawie), funkcjonalny (na dwie kawy) i piękny w swojej surowości.

Śniadanie: konserwa, ogórek i śmiech. Klasyka biwakowania.
A potem kąpiel w jeziorze — spontaniczna, chłodna, dokładnie taka, jak powinna być po nocy w namiocie.

Dopełnieniem dnia była filtracja wody przy użyciu tabletek oczyszczających.

Woda z jeziora, po 30 minutach – zdatna do picia. Smak? Lekko jeziorny, ale prawdziwy.
Nazwaliśmy ją „Jezioranka”. I tak narodził się nasz obozowy napój oraz hymn całego wyjazdu.

Borsuki, bobry i brzeszczot kujawski

W trakcie dalszej eksploracji okazało się, że nasz obóz znajduje się na dawnych umocnieniach Twierdzy Toruń – XIX-wiecznych pruskich fortach.
Tam, gdzie kiedyś maszerowali żołnierze, dziś mieszkają borsuki, które nazywaliśmy „bobrami”, z przyzwyczajenia. Jakoś częściej mówi się o bobrach niż o borsukach – ciekawe dlaczego.  
Las ma pamięć dłuższą niż człowiek. Okazało się, że to co wczoraj uznaliśmy za dzika okazało się borsuczym odgłosem. Jeśli chcesz wiedzieć co wtedy słyszeliśmy i czy mieliśmy prawo się bać to 
puśc sobie to nagranie…  

W kolejnej części dnia… znowu inspirująca nuda i do tego deszcz. Zainspirowani, zaczęliśmy tworzyć.
Powstał kijek Uga Buga – artefakt do odwoływania deszczu, oraz brzeszczot kujawski – niepraktyczny, ale piękny w swojej absurdalnej funkcji drewniany „nóż”. 
I to właśnie w tym momencie zrozumieliśmy, że bushcraft to sztuka tworzenia z niczego.
Nie potrzebujesz sprzętu z katalogu, by poczuć więź z naturą. Wystarczy kij, nóż i wyobraźnia.

Jezioranka – piosenka z lasu i hymn kreatywnej nudy 

Z żartów, trzasku ognia i przypadkowych rytmów powstała piosenka:
„Jezioranka, do kolacji, do śniadanka…”
Śpiewaliśmy ją w kółko, jak mantrę.
To był nasz survivalowy hymn – śmieszny, trochę absurdalny, ale w tym właśnie tkwił jego urok.

Bo w rzeczywistości nie chodziło o przetrwanie, tylko o powrót do prostoty.
Do momentu, w którym śmiech przy ognisku ma większą wartość niż jakikolwiek plan.
I w tym tkwi sekret bushcraftu tworzyć, śmiać się, żyć uważnie.

Zakończenie – po co nam survival i bushcraft

Kiedy wracasz z lasu, nic nie jest takie samo.
Woda z kranu smakuje lepiej, a zrobienie kawy jest jakby… za proste? 
Bo wiesz już, że cisza to nie pustka, tylko przestrzeń, w której rodzi się coś prawdziwego.

Survival w lesie nie musi być walką o życie. Może być rozmową z naturą.
Bushcraft nie musi oznaczać ekstremalnych wyzwań — wystarczy jedna noc pod gwiazdami, by przypomnieć sobie, jak smakuje spokój.

Więc jeśli czujesz, że świat pędzi za szybko — weź namiot, kompas i termos.
Znajdź swoje jezioro, zbuduj ognisko Dakota i pozwól sobie na trochę kreatywnej nudy.
Właśnie tam, w środku lasu, czeka na Ciebie nie przetrwanie, a odnalezienie siebie

A może też przeżyliście swoją przygodę i chcecie się podzielić? Dajcie znać!

CZYTAJ TAKŻE  Osada Karbówko w styczniu – zimowy weekend w rytmie slow (relacja)

Dodaj komentarz