Oslo wycieczka w Maju – sztuka i fiordy (relacja)

Wycieczka do Oslo w Maju

Wycieczka do Oslo stolicy Norwegii. To miasto, które pewnie większości z nas kojarzy się z kilkoma hasłami: fiordy (choć te najsłynniejsze są gdzie indziej), Wikingowie (choć ich ślady trzeba trochę poszukać), słynny „Krzyk” Muncha i Pokojowa Nagroda Nobla. Tyle teorii. A jak było w praktyce, gdy nasza trójka – czyli ja, moja żona Natalia i nasza wspólna przyjaciółka Ola – postanowiła sprawdzić to na własnej skórze pewnego majowego weekendu? Cóż, jak to w podróży, rzeczywistość potrafi zaskoczyć już na samym początku.



Wycieczka do Oslo w Maju – Nieco Inaczej niż myśleliśmy

Przyznaję, planując wyjazd do Oslo, a szczególnie do Skandynawii człowiek ma pewne wyobrażenia. My też je mieliśmy. Spodziewaliśmy się może chłodu, majestatycznej architektury i wysokich cen. Co do tego ostatniego, częściowo mieliśmy rację, ale o tym później. Najpierw jednak czekała nas mała logistyczna niespodzianka. Okazało się, że „Oslo” w nazwie taniego lotniska (konkretnie Oslo Torp) to bardziej marketingowy chwyt niż precyzyjne określenie lokalizacji. Od prawdziwego Oslo dzieliło nas jakieś 120 kilometrów – taki mały norweski żarcik na powitanie. Na szczęście, dzięki zapobiegliwości i pomocy naszych rodaków prowadzących firmę transportową, dotarliśmy pod sam nocleg, unikając skomplikowanej logistyki pociągowo-autobusowej tuż po przylocie. Pierwsza lekcja z wyjazdu do Norwegii — dystans to pojęcie względne, a Polak potrafi!

Po zameldowaniu i pierwszym rzucie oka na mapę, pełni entuzjazmu (i już nieco mądrzejsi o kwestie transportowe) ruszyliśmy na podbój miasta, uzbrojeni w aplikację komunikacyjną Ruter i Oslo Pass, czyli nasz bilet do większości atrakcji.


Oslo jako stolica fiordów –  architektura, która zapiera dech (i zmusza do wejścia na Dach)

Naszym pierwszym celem była Opera w Oslo. I powiem Wam, że to był strzał w dziesiątkę. Budynek, zaprojektowany przez słynne norweskie biuro architektoniczne Snøhetta (to ci sami, którzy stworzyli m.in. bibliotekę w Aleksandrii czy pawilon wejściowy Narodowego Muzeum Pamięci 11 Września w Nowym Jorku), robi piorunujące wrażenie. Wygląda jak gigantyczna, nowoczesna góra lodowa, która wynurzyła się prosto z wód fiordu Oslofjorden. Co najlepsze, po jej pochyłym dachu można swobodnie spacerować, co jest nie tylko architektoniczną ciekawostką, ale też genialnym pomysłem na darmowy punkt widokowy. Panorama miasta z tej perspektywy, z łagodnie opadającymi ku wodzie białymi płaszczyznami pod stopami, to coś, co zostaje w pamięci. To też idealne miejsce na pierwsze zdjęcia i poczucie klimatu miasta – nowoczesnego, ale wciąż bliskiego naturze.

Co czuliśmy?: To był moment, kiedy poczuliśmy, że naprawdę jesteśmy w Skandynawii. Surowość formy, funkcjonalność i estetyka – wszystko w jednym. A widok na zatokę i miasto… bezcenny.

Praktycznie wskazówki: Do Opery łatwo dotrzeć spacerem z centrum. Wstęp na dach jest bezpłatny. Oslo Pass tu akurat nie jest potrzebny do samego wejścia na dach, ale przyda się przy innych atrakcjach.

Oslo muzea, sztuka i nie tylko – W świecie Edwarda Muncha 

Nie pojechać na wycieczkę do Oslo i nie zetknąć się z Edwardem Munchem. My postanowiliśmy zanurzyć się w jego świat w Muzeum Muncha. Choć „Krzyk” jest jego najsłynniejszym dziełem (i tak, widzieliśmy kilka jego wersji – artysta stworzył ich aż cztery!), to muzeum oferuje znacznie więcej. To fascynująca podróż przez różne etapy twórczości Norwega, od wczesnych, realistycznych portretów, po późniejsze, pełne ekspresji i symbolizmu prace. Co ciekawe, wystawa zorganizowana jest tematycznie, a niektóre obrazy są eksponowane rotacyjnie – więc nigdy do końca nie wiesz, na którą dokładnie wersję „Madonny” czy właśnie „Krzyku” trafisz. Dodatkowym smaczkiem była sala, gdzie można było wziąć kredki i kartki, by na specjalnie przygotowanych matrycach z fragmentami dzieł Muncha stworzyć własne „wariacje na temat”. Oczywiście, nie omieszkaliśmy skorzystać – w końcu każdy nosi w sobie artystę, prawda? A jak nasze interpretacje wypadły w porównaniu z oryginałem? To już musicie ocenić sami, oglądając nasz film!

Rozkminki: Sztuka Muncha jest mroczna, pełna lęku, samotności, ale też jakiejś dziwnej, przyciągającej siły. Stojąc przed jego obrazami, człowiek zaczyna się zastanawiać nad kondycją ludzką, nad tym, co nas kształtuje i przeraża. To nie jest łatwe malarstwo, ale na pewno takie, które zmusza do myślenia.

Praktycznie: Muzeum w Oslo jest nowoczesne i świetnie zorganizowane. Warto zarezerwować sobie przynajmniej 2-3 godziny. Oslo Pass zapewnia bezpłatne wejście.

Spacer po Oslo – Noblowskie ścieżki i królewskie Klimaty 

Kolejnym punktem na naszej mapie był Ratusz w Oslo (Oslo Rådhus). Imponująca, nieco surowa budowla z dwiema wieżami, którą ochrzciliśmy mianem „Azkabanu” (tak, tego z Harry’ego Pottera – skojarzenie nasunęło się samo!). To właśnie w jego wnętrzach co roku odbywa się ceremonia wręczenia Pokojowej Nagrody Nobla. Warto też wiedzieć, że niedaleko znajduje się Centrum Pokojowe Nobla, gdzie można dowiedzieć się więcej o historii nagrody i jej laureatach. My akurat skupiliśmy się na Ratuszu z zewnątrz i jego monumentalnej obecności w panoramie portu.

Fot. Bartek Zaleśkiewicz

Żeby złapać trochę oddechu od wielkomiejskiego zgiełku i monumentalnej architektury, zanurzyliśmy się w uliczki Damstredet i Telthusbakken. To jak podróż w czasie – drewniane, kolorowe domki z XIX wieku, wąskie, brukowane ścieżki, cisza i spokój. Idealne miejsce na chwilę refleksji i poczucie, jak Oslo mogło wyglądać sto lat temu.

Subiektywnie: To miłe, kiedy miasto potrafi zaskoczyć takimi kontrastami. Z jednej strony nowoczesność i oficjalne gmachy, z drugiej – ciche zaułki pełne historii.

Praktycznie: Ratusz w Oslo jest otwarty dla zwiedzających, a wstęp jest bezpłatny. Uliczki Damstredet i Telthusbakken znajdują się w dzielnicy St. Hanshaugen, kawałek od ścisłego centrum, ale warte spaceru.



Jakie ceny w Norwegii? Ceny chleba w Norwegii? 

No dobrze, czas na temat, który nurtuje wielu planujących wyjazd do Skandynawii – ceny. Tak, Norwegia jest droga. Ale tak naprawdę, czy Oslo jest drogie?

Czy rzeczywiście aż tak, jak malują to internetowe legendy? Postanowiliśmy to sprawdzić na własnej skórze podczas wizyty w lokalnym supermarkecie. I co? Chleb za 18 złotych? Kawa na mieście za około 20 złotych? Owszem. Ale porównując inne produkty, doszliśmy do wniosku, że choć jest drożej niż w Polsce, to nie jest to przepaść czterokrotnie czy pięciokrotnie wyższa, jak niektórzy twierdzą. To raczej ceny „europejskie”, do których powoli zaczynamy się przyzwyczajać. Oczywiście, ceny alkoholu w Norwegii czy pieczywo potrafią uderzyć po kieszeni. My, przezorni, część prowiantu zabraliśmy ze sobą z Polski, co pozwoliło nam nieco zaoszczędzić.

Subiektywnie: Ceny żywności w Norwegii to zawsze gorący temat. My podeszliśmy do tego na spokojnie – w końcu wspomnienia i doświadczenia są cenniejsze niż najdroższe norweskie pieczywo. A poza tym, jak się później okazało, zarobki w Norwegii też potrafią być imponujące.

Praktycznie: Jeśli macie ograniczony budżet, warto rozważyć zabranie części jedzenia (zwłaszcza suchego prowiantu) z Polski. Pamiętajcie też, że woda z kranu w Norwegii jest doskonałej jakości i można ją pić bez obaw.

Muzealne perełki Oslo – Od sztuki klasycznej po skarby polarników

Oslo to prawdziwy raj dla miłośników muzeów. My, korzystając z Oslo Pass, staraliśmy się odwiedzić jak najwięcej, choć czas był naszym głównym ograniczeniem. W Muzeum Narodowym Oslo ponownie spotkaliśmy „Krzyk” (tym razem inną wersję), a także daliśmy upust naszym artystycznym zapędom, szkicując rzeźby. Niestety, dotarliśmy tam na chwilę przed zamknięciem, więc zobaczyliśmy tylko fragment ekspozycji.

Za to w Norweskim Muzeum Ludowym (Norsk Folkemuseum) spędziliśmy znacznie więcej czasu. To ogromny skansen, który jest czymś znacznie więcej niż tylko zbiorem starych chat. To jak podróż w czasie, spacer po planie filmowym, gdzie można wejść do większości budynków, dotknąć historii i zobaczyć, jak żyli Norwegowie na przestrzeni wieków. Największe wrażenie zrobił na nas drewniany kościół klepkowy (stavkirke) z Gol, pochodzący z XIII wieku – wygląda zupełnie inaczej niż nasze polskie świątynie, bardziej „zadziornie” i pogańsko.

Absolutnym hitem okazało się jednak Muzeum Statku Polarnego Fram. Fram to legendarny statek, który służył norweskim odkrywcom – Nansenowi, Sverdrupowi i Amundsenowi – w ich wyprawach polarnych pod koniec XIX i na początku XX wieku. Możliwość wejścia na pokład tej potężnej jednostki, zobaczenia oryginalnego wyposażenia i poczucia, choć przez chwilę, klimatu tamtych ekspedycji, to coś niesamowitego. Cała ekspozycja jest zresztą świetnie przygotowana – z dźwiękami, światłami, a nawet delikatnie poruszającą się podłogą, symulującą kołysanie statku na falach. Dziewczyny miały niezły ubaw, testując jedną z takich ruchomych ławeczek!

Subiektywnie: Różnorodność muzeów w Oslo jest imponująca. Od sztuki, przez historię codzienności, po wielkie odkrycia geograficzne – każdy znajdzie coś dla siebie. Fram zdecydowanie skradł nasze serca – czuć tam ducha prawdziwej przygody. 

Praktycznie: Oslo Pass to tutaj prawdziwy skarb. Przy planowaniu wizyt w muzeach koniecznie sprawdzajcie godziny otwarcia – potrafią być krótsze niż w Polsce, zwłaszcza poza sezonem.

Sztuka Wpisana w Naturę (i Sport dla Wytrwałych)

Oslo to miasto, które doskonale łączy kulturę z naturą. Przekonaliśmy się o tym, odwiedzając dwa niezwykłe parki. Pierwszy z nich to Ekebergparken, położony na wzgórzu, z którego roztaczają się piękne widoki na miasto i fiord (śmiem twierdzić, że nawet lepsze niż z dachu Opery!). To nie jest zwykły park – to galeria sztuki na świeżym powietrzu. Pomiędzy drzewami, na polanach, ukryte są rzeźby znanych międzynarodowych artystów, takich jak Tony Cragg (Natalia, jako fanka, rozpoznała jego prace z daleka!), Louise Bourgeois czy Salvador Dali. Spacer po takim miejscu to ciągłe odkrywanie i zaskoczenia.

Drugi park, który odwiedziliśmy, to słynny Park Vigelanda (Frognerparken). To największy na świecie park rzeźb jednego artysty – Gustava Vigelanda. Ponad 200 rzeźb z brązu, granitu i kutego żelaza, przedstawiających nagie postacie ludzkie w różnych sytuacjach i emocjach, robi ogromne wrażenie. Centralnym punktem jest monumentalny Monolit – 17-metrowa kolumna utworzona ze splecionych ze sobą ludzkich ciał, symbolizująca cykl życia. Spacerując po parku, przyglądając się poszczególnym rzeźbom, nie sposób nie zacząć rozkminiać nad ludzką egzystencją, relacjami, przemijaniem. To miejsce, które naprawdę porusza i skłania do refleksji, nawet jeśli na co dzień nie jesteśmy wielkimi fanami rzeźby.

A jeśli o aktywności na świeżym powietrzu mowa, to natknęliśmy się też na ciekawą lokalną rozrywkę – Disc Golf. To połączenie golfa z rzucaniem frisbee, które w krajach skandynawskich cieszy się ogromną popularnością. Obserwowanie graczy z ich specjalnymi plecakami pełnymi dysków było całkiem zabawne i pouczające.

Rozkminki: Zarówno Ekebergparken, jak i Park Vigelanda pokazują, jak sztuka może współgrać z naturą, jak może wzbogacać przestrzeń publiczną i prowokować do myślenia. To nie są dzieła zamknięte w czterech ścianach muzeum, ale żyjące, oddychające razem z miastem. A widok ludzi spacerujących, biegających czy po prostu odpoczywających wśród tych rzeźb pokazuje, że sztuka może być naprawdę dla każdego.

Życie po studencku w Norwegii – Hostelowe Historie

Jeśli chodzi o nocleg, postawiliśmy na klimat studencki i wybraliśmy hostel. Dla naszej trójki, która poznała się i zaprzyjaźniła mieszkając razem w akademiku, było to jak mały powrót do przeszłości. Wspólna kuchnia, gwar rozmów w różnych językach, międzynarodowe towarzystwo – to wszystko ma swój niepowtarzalny urok. I oczywiście, cena była znacznie bardziej przystępna niż w przypadku hoteli. Jeśli nie macie nic przeciwko dzieleniu przestrzeni i lubicie poznawać nowych ludzi, hostel w Oslo może być świetną opcją.

Subiektywnie: Hostel w Norwegii to zawsze trochę przygoda. Dla nas był to strzał w dziesiątkę – wygodnie, w miarę tanio i z fajną atmosferą.

Praktycznie: Jeśli chcecie, link do hostelu, w którym mieszkaliśmy, znajdziecie w opisie naszego filmu na YouTube.

Wycieczka do Oslo – Wstęp do Norweskiej przygody (i garść przemyśleń na drogę)

Takie właśnie wyglądała nasza wycieczka do Oslo w Maju – pełne sztuki, która czasem krzyczy, a czasem szepcze prosto z natury; pełne nowoczesnej architektury i historycznych zaułków; pełne sportowych ciekawostek i, co najważniejsze, pełne naszych wspólnych „rozkminek”. To miasto, w którym na każdym kroku czuć wpływ ludzkiej myśli i wyobraźni na otaczający nas świat. To podróż, która uświadomiła nam, jak bardzo dzieła i idee tych, którzy żyli przed nami, kształtują naszą teraźniejszość.

Na koniec naszej wizyty w Oslo, kierowca odwożący nas na lotnisko powiedział znamienne słowa: „Oslo już widzieliście, teraz musicie przyjechać ponownie, żeby zobaczyć Norwegię„. I coś w tym jest. Oslo to fascynująca europejska stolica, ale to dopiero przedsmak tego, co ten piękny kraj ma do zaoferowania.

Jeśli chcecie zobaczyć, jak wyglądało nasze „polowanie na metalowego renifera”, jak poradziliśmy sobie z odrysowywaniem dzieł Muncha, czy jak dziewczyny „wyciągały szafy z rzeźby Salvadora Dalego” – koniecznie zajrzyjcie na nasz kanał YouTube i obejrzyjcie film z tej wyprawy. Gwarantuję, że tam znajdziecie jeszcze więcej przygód, śmiechu i norweskich krajobrazów!

A jakie są Wasze doświadczenia z Oslo? Co Was najbardziej zaskoczyło? Dajcie znać w komentarzach!

CZYTAJ TAKŻE  Chorwacja na własną rękę na spontanie — vlog i blog! (relacja)

Dodaj komentarz