Cześć! Tu Arek, redaktor naczelny bloga podroznemiejsca.pl. Tym razem zabieram Was do miejsca, które skradło nasze serca spokojem, klimatem i nietypowym noclegiem. 13 i 14 grudnia spędziliśmy dwie noce w Osadzie Witowo JurtCamp w jurcie wzorowanej na kazachstańskich namiotach. I co najważniejsze – byliśmy tam sami!
Prywatna jurta i… prywatna cała osada
W tym czasie byliśmy jedynymi gośćmi w całym ośrodku, co oznaczało, że mieliśmy dla siebie nie tylko namiot, ale też całą przestrzeń slowcampu. Właścicielka sama mówiła, że najwięcej ludzi przyjeżdża tu jednak na Wiosnę i lato, gdzie koło Jurty postawione są jaccuzi, a tereny wokół są zielone. Ponoć w pobliżu jest rykowisko oraz teren, po którym uwielbiają dreptać bociany i czaple, ale ze względu na porę roku nie mogliśmy tego zobaczyć i poczuć 🙂 Prywatność i cisza – luksus nie do przecenienia. Grudniowa pogoda nie zachęcała do długich spacerów (w okolicy mocno wiało w te dni), ale i tak każdy zakątek tego miejsca robił wrażenie, prawie tak samo mocne jak wnętrze jurty…

Wnętrze jurty – przytulna przestrzeń w stylu boho
Nasza jurta wyglądała obłędnie. W środku był kominek, telewizor, mała kuchnia i łóżko na antresoli. Całość w stylu boho, z jasnymi tkaninami, drewnianymi elementami i klimatycznymi lampami. W centrum sufitu znajdowało się okrągłe okno, przez które nocą mogliśmy oglądać gwiazdy. To było niesamowite uczucie zasypiać z takim widokiem. Czuliśmy się wewnątrz bardzo komfortowo i w zasadzie było wszystko, czego potrzebowaliśmy przez talerze, kieliszki do wina po TV z Netflixem 🙂



Kominek, Scrabble i temperatura w Grudniu
Choć za oknem wiało, wewnątrz było gorąco i przytulnie. Kominek szybko nagrzał całe wnętrze, a my mogliśmy dokładać drewna przez całą noc. W środku było tak gorąco, że można było chodzić na krótkich spodenkach i podkoszulku. Wieczór spędziliśmy przy planszówkach (Scrabble rządzi!), a potem relaksowaliśmy się w wannie z widokiem na całą osadę. To momenty, które zostają z człowiekiem na długo.

Check-out po naszemu
Na koniec miła niespodzianka – właścicielka ze względu na swoje prywatne obowiązki prywatne pozwoliła nam zostać dłużej niż do 11:00, więc, mimo że byliśmy na jeden dzień to czuliśmy się jakbyśmy byli tam bardzo długo. Ostatecznie wyjechaliśmy dopiero około 16:00, co pozwoliło nam spokojnie zjeść śniadanie, wypić kawę i jeszcze trochę nacieszyć się tą atmosferą.
Czy warto? Osada Witowo Slowcamp w Grudniu
Jeśli szukasz niezwykłego noclegu zimą, prywatności, klimatu i chwili wytchnienia od codzienności – Osada Witowo Slowcamp to strzał w dziesiątkę. Nawet w grudniu, nawet przy wietrze. A może właśnie wtedy najbardziej.
My znaleźliśmy tę ofertę na ALOHACAMP

Źródło: Osada Jurtcamp
Jeśli chcesz zobaczyć więcej takich miejsc, obserwuj nas na podroznemiejsca.pl. Kolejna przygoda już czeka!

Arek to pasjonat podróży, urbexu i odkrywania nieznanych miejsc. Uwielbia organizować wyjazdy, zarówno za granicą, jak i w Polsce, szukając przygód i nowych doświadczeń. Jego pasja do wychodzenia ze strefy komfortu pozwala mu poznawać różne kultury i miejsca, które są poza zasięgiem typowych turystów. Każda podróż to dla niego okazja do odkrywania świata i dzielenia się tą pasją z innymi.
