Są na świecie miejsca, które opisuje się jednym zdaniem: „było pięknie, fajnie, wrócę kiedyś”. Ale są też takie, które wymykają się wszelkim definicjom, bo żadne „fajnie” czy „ładnie” nie oddaje tego, co naprawdę czujesz, stojąc tam na własnych nogach. I właśnie tak działa Islandia. Kraina lodu, ognia, elfów (tak, naprawdę – spytaj Islandczyków, a część z nich z pełną powagą powie Ci, że widziała elfy) i krajobrazów, które wyglądają, jakby reżyser filmu science-fiction stwierdził: „Dobra, przesadzam – to za bardzo fantastyczne!”.
Jeśli więc zastanawiasz się, czy wycieczka na Islandię to dobry pomysł, mogę Ci od razu odpowiedzieć: to nie jest dobry pomysł. To jest genialny pomysł! I, co więcej, to jeden z tych pomysłów, które mogą zmienić sposób, w jaki patrzysz na podróże. Bo o ile wiele miejsc jest pięknych, to Islandia gra w zupełnie innej lidze.
Podróż na tę wyspę to nie tylko „zwiedzanie”. To wejście na planszę, na której wszystkie pionki ustawia sama natura. Wulkany strzelają parą, gejzery bulgoczą jak wielki garnek z rosołem, wodospady spadają z hukiem, że aż drży ziemia, a lodowce przypominają, że tak naprawdę człowiek jest tu tylko gościem, i to takim raczej chwilowym. A gdy wieczorem zobaczysz na niebie zorzę polarną, to przez moment poczujesz się jak bohater własnej baśni – tej, którą chciałbyś opowiadać wnukom przy kominku.
Najlepsze jest to, że Islandię można objechać samochodem w tydzień. Serio – wsiadasz, odpalasz GPS i po kilku dniach masz poczucie, że widziałeś „wszystko”. Tylko że wcale nie widziałeś – to raczej czubek góry lodowej (w przenośni i dosłownie, bo góry lodowe też tu bywają).
Dlaczego warto wybrać się na wycieczkę do Islandii?
Powiedzmy to sobie szczerze: Islandia wycieczka to nie jest tani sport. Twój portfel może lekko piszczeć na samą myśl o islandzkich cenach – a przy kolacji w Reykjaviku zacznie krzyczeć głośniej niż fani na koncercie Metalliki. Ale… i tu pojawia się to wielkie ALE – są takie chwile w życiu, kiedy logika finansowa musi zejść na drugi plan. Bo nie wszystko da się przeliczyć na złotówki czy euro.
Wycieczki na Islandię to inwestycja w przeżycia, które zapamiętasz na całe życie. Spróbuj znaleźć drugie takie miejsce w Europie, gdzie w ciągu jednego dnia:
- przejedziesz przez pola lawowe wyglądające jak plan „Gwiezdnych Wojen”,
- zatrzymasz się przy wodospadzie wyższym niż Twój blok z wielkiej płyty,
- a na koniec wskoczysz do naturalnych gorących źródeł, gdzie zamiast kafelków masz surową skałę, a sufit stanowi rozgwieżdżone niebo.
To właśnie ta różnorodność sprawia, że wycieczki na Islandię przyciągają ludzi z całego świata. Tutaj każdy dzień jest jak pudełko niespodzianek – nigdy nie wiesz, co czeka Cię za kolejnym zakrętem. A gwarantuję Ci, że każde zdjęcie, które zrobisz, będzie wyglądać jak gotowa pocztówka. I to taka, którą będziesz chciał powiesić na ścianie, zamiast schować do szuflady.

Islandia – wycieczka objazdowa czy stacjonarna?
To jedno z pytań, które zadaje sobie każdy, kto zaczyna planować podróż: jak najlepiej zwiedzać Islandię? Odpowiedź jest prosta jak islandzki krajobraz zimą – biało i bez kompromisów. Jeśli naprawdę chcesz poczuć puls tej wyspy (a raczej jej spokojne, majestatyczne tętno natury), wybierz Islandia wycieczka objazdowa.
Dlaczego? Bo Islandia to nie tylko Reykjavik. Stolica jest urocza – ma fajne knajpki, kolorowe uliczki i klimat małego, skandynawskiego miasteczka. Ale uwierz, że największa magia dzieje się poza nią. To właśnie na trasie wokół wyspy, czyli słynnej Ring Road, kryją się te obrazki, które widzisz potem w folderach biur podróży i na Instagramie znajomych, którzy „przypadkiem” trafili do raju.
Wyobraź sobie, że każdego dnia budzisz się w innym miejscu. Jednego ranka otwierasz namiot albo okno pensjonatu i widzisz czarne plaże Vik, gdzie fale Atlantyku rozbijają się o bazaltowe kolumny. Dzień później siedzisz na kamieniu przy wodospadzie Gullfoss, który spada z taką mocą, że czujesz mgiełkę na twarzy, mimo że stoisz kilkadziesiąt metrów dalej. A kolejnego poranka wita Cię lodowiec Vatnajökull, przypominający gigantyczną, błękitną rzeźbę wykutą przez samą naturę.
Objazdówka daje Ci luksus codziennych niespodzianek. To trochę jak serial, który oglądasz odcinek po odcinku – każdy ma inny klimat, ale wszystkie składają się w niesamowitą całość.
Oczywiście jest też opcja „light”: zatrzymujesz się w Reykjaviku i robisz jednodniowe wypady do atrakcji w okolicy. To wygodne, zwłaszcza jeśli nie masz ochoty jeździć codziennie. Ale powiedzmy sobie szczerze – to tak, jakby ktoś dał Ci wielopiętrowy tort czekoladowy, a Ty zjadłbyś tylko wisienkę z góry. Smaczna? Oczywiście. Ale cała reszta… no cóż, przepadła.

Tygodniowa wycieczka po Islandii – czy to wystarczy?
Kolejna podróżnicza zagwozdka brzmi: ile czasu potrzeba, żeby naprawdę zobaczyć Islandię? Teoretycznie tydzień wystarczy, żeby objechać całą wyspę – i właśnie dlatego tak popularna jest tygodniowa wycieczka po Islandii. Ale uwaga: to intensywna jazda bez trzymanki.
Przykładowy plan wygląda mniej więcej tak:
- Dzień 1–2: Reykjavik i Golden Circle – gejzery, wodospady i park narodowy Þingvellir, gdzie możesz stanąć na styku dwóch płyt tektonicznych. Niby geografia, a czujesz się jak bohater filmu dokumentalnego BBC.
- Dzień 3–4: południe – czarne plaże, lodowiec, jaskinie lodowe, które wyglądają jak wnętrze magicznego kryształu.
- Dzień 5–6: północ – Akureyri i okolice Mývatn, czyli wulkaniczne krajobrazy, które mogłyby spokojnie robić za scenerię „Gry o Tron”.
- Dzień 7: powrót na zachód, gdzie czekają fiordy i mniej znane zakątki, w których turystów jest mniej, a widoków wcale nie mniej.
Brzmi intensywnie? Bo takie właśnie są objazdowe wycieczki na Islandię. To trochę jak maraton filmowy – dużo, szybko i emocjonująco. Nie będziesz miał czasu się nudzić, ale też nie licz na to, że znajdziesz wolną godzinę na leniwe cappuccino w kawiarni. Za to gwarantuję, że wieczorem, kiedy przejrzysz zdjęcia z całego dnia, pomyślisz: „Serio? To wszystko wydarzyło się w ciągu ostatnich 12 godzin?”.
Jeśli masz tylko tydzień urlopu – taki plan pozwoli Ci poczuć, jak różnorodna i nieprzewidywalna jest ta wyspa. Jeśli masz więcej – tym lepiej. Ale nawet w tydzień Islandia pokaże Ci wystarczająco dużo, żebyś zakochał się w niej na dobre i planował kolejną podróż jeszcze w samolocie powrotnym.
Islandia – zorza polarna i wycieczka w kosmos (prawie)
Nie da się napisać o Islandii i pominąć zorzy polarnej. To trochę tak, jakby opowiadać o Włoszech i nie wspomnieć o pizzy. Po prostu niemożliwe. Dla wielu podróżników to właśnie Islandia zorza polarna wycieczka jest głównym powodem, żeby spakować walizkę i polecieć w okresie jesienno-zimowym. Bo kto by nie chciał zobaczyć na własne oczy nieba, które nagle zaczyna tańczyć w zielonych, fioletowych i różowych smugach światła?

Wyobraź sobie: stoisz gdzieś na pustkowiu, cisza aż dzwoni w uszach, wokół tylko śnieg, góry i zimny wiatr, który bezlitośnie szczypie w policzki. I nagle – BUM! – niebo zapala się jak gigantyczny ekran LED, tylko że bardziej subtelny, naturalny i bez potrzeby ładowania baterii. To uczucie, którego nie da się opisać suchym „ładnie było”. To bardziej jak doświadczenie graniczące z duchowością – coś pomiędzy modlitwą a koncertem rockowym w wersji slow motion.
Ale uwaga: zorza na Islandii to kapryśna dama. Potrafi płatać figle. Jednej nocy obiecuje spektakl życia, a potem chowa się za chmurami i zostawia Cię w towarzystwie termosu z herbatą. Dlatego nie nastawiaj się, że zobaczysz ją na zawołanie. Czasem trzeba czekać godzinami, zmarznięty jak bałwan, a czasem wystarczy spojrzeć w niebo, kiedy wychodzisz z hostelu po zakupy. Ale jeśli już ją złapiesz – gwarantuję, że będziesz pamiętać ten moment do końca życia.
Ile kosztuje wycieczka na Islandię?
No dobrze, magia magią, ale prędzej czy później każdy turysta dochodzi do tego mniej romantycznego pytania: „A ile to wszystko kosztuje?”. Tu odpowiedź bywa różna – Islandia potrafi być łaskawa, jeśli jesteś mistrzem polowania na promocje, ale potrafi też zaboleć, jeśli masz ochotę na odrobinę luksusu.
Bilety lotnicze na Islandię
W promocji można upolować loty w granicach 700–900 zł w obie strony. Niektórzy szczęściarze znajdowali tańsze, ale to już wyższa szkoła jazdy i refleksu przy wyszukiwarkach.
Noclegi na Islandii
Hostele od ok. 200 zł za noc, pensjonaty trochę więcej, a luksusowe hotele… cóż, w tym momencie Twój portfel może poczuć, że znalazł się na Islandii bez kurtki zimowej – chłodno i boleśnie.
Jedzenie na Islandii
Tanio nie jest. Zupa w knajpie potrafi kosztować tyle, co porządny obiad w dobrej polskiej restauracji. Kanapka na stacji benzynowej? Czasem cena przypomina bardziej ekskluzywny catering niż szybki lunch.
Wynajem auta na Islandii
Wynajem auta na Islandii to praktycznie obowiązek, zwłaszcza jeśli planujesz wycieczkę objazdową po Islandii. Ceny zaczynają się od 150–200 zł dziennie, ale im lepszy samochód i im bardziej „terenowo” chcesz podróżować, tym wyżej skacze licznik.
Skorzystaj z naszego partnera, od którego możesz wypożyczyć auto w preferencyjnych cenach.
Podsumowując: tygodniowa wycieczka po Islandii przy średnim standardzie to koszt rzędu 5–8 tysięcy złotych na osobę. Brzmi sporo? Może i tak. Ale to są właśnie te pieniądze, które wydajesz bez poczucia straty. Bo w zamian dostajesz coś, czego nie da się kupić w żadnym sklepie – wspomnienia, które zostają z Tobą na lata. I serio, nikt nigdy nie powiedział: „żałuję, że zobaczyłem zorzę polarną” albo „mogłem te 7 tysięcy wydać na nową lodówkę zamiast na Islandię”.
Islandia – praktyczne wskazówki dla podróżników
Żeby nie było, że tylko zachwyty i ochy-achy – Islandia potrafi też zaserwować solidny kubeł zimnej wody. I to dosłownie. Pogoda tutaj zmienia się szybciej, niż zdążysz powiedzieć „gejzer”. Serio – jednego dnia słońce świeci jak w środku lata, godzinę później sypie grad wielkości grochu, a potem pojawia się wiatr, który potrafi zabrać Ci czapkę w podróż solo gdzieś 200 metrów dalej. Dlatego rada numer jeden: ubieraj się warstwowo. T-shirt, polar, kurtka przeciwdeszczowa – wszystko naraz, a potem żongluj w zależności od kaprysu aury. Do tego buty – nie modne sneakersy, tylko takie, które nie obrażą się, gdy wpakujesz je w błoto albo przejdziesz po polu lawy.
Kolejna rzecz, o której warto pamiętać, to dystanse. Na mapie wygląda pięknie – 100 kilometrów? Phi, godzinka drogi! Tyle że w Islandii 100 km potrafi trwać dłużej niż podróż z Warszawy do Zakopanego w środku długiego weekendu. Drogi wiją się tu wzdłuż fiordów, wspinają po górach i zmuszają do częstych postojów. Bo jak tu przejechać obojętnie obok kolejnego wodospadu czy doliny, która wygląda jak z filmu fantasy? Nie da się. Samochód hamuje praktycznie sam, a Ty znowu sięgasz po aparat.
I jeszcze jedno, bardzo ważne: Islandia to miejsce, które uczy pokory wobec natury. Tu nie ma dyskusji – jeśli droga jest zamknięta przez lawinę, powódź albo podmuchy wiatru, które mogłyby przesunąć małe auto jak karton po parkingu, to po prostu stoisz i czekasz. Nie ma kombinowania „jakoś przejadę”. Nie przejedziesz. A jeśli spróbujesz, to przyroda bardzo szybko przypomni Ci, kto tu rządzi. Właśnie dlatego Islandia jest tak autentyczna – nie udaje, że dostosuje się do człowieka. To Ty musisz dostosować się do niej.
Islandia to wycieczka, którą będziesz wspominać latami – podsumowanie
Islandia nie jest zwykłym kierunkiem wakacyjnym. To nie jest opcja „poleżę tydzień na plaży i się opalę”. To podróż, która zostaje w Tobie na długo. Bez względu na to, czy wybierzesz wycieczkę objazdową, czy stacjonarną, czy spędzisz tydzień, czy dwa – każdy, kto tu przyjeżdża, wraca z poczuciem, że doświadczył czegoś więcej niż zwiedzania. Bo Islandia to nie tylko krajobrazy – to emocje, które te krajobrazy wywołują.
Czy warto? Tak, bez dwóch zdań. Czy jest drogo? Owszem, potrafi być. Ale czy będziesz wspominać tę podróż do końca życia? Gwarantuję Ci, że tak. To właśnie taki rodzaj wspomnień, które potem opowiadasz znajomym przy kawie: „A pamiętasz, jak wiatr prawie porwał nasz samochód?”, „A pamiętasz tę noc, kiedy czekaliśmy trzy godziny na zorzę i w końcu pojawiła się na dwie minuty, a my płakaliśmy ze szczęścia?”.
Więc jeśli jeszcze zastanawiasz się, gdzie spędzić urlop – Islandia wycieczka powinna znaleźć się wysoko na Twojej liście. To nie jest kierunek dla każdego, ale jeśli dasz się porwać tej wyspie, ona odpłaci Ci doświadczeniami, których nie znajdziesz nigdzie indziej.

Arek to pasjonat podróży, urbexu i odkrywania nieznanych miejsc. Uwielbia organizować wyjazdy, zarówno za granicą, jak i w Polsce, szukając przygód i nowych doświadczeń. Jego pasja do wychodzenia ze strefy komfortu pozwala mu poznawać różne kultury i miejsca, które są poza zasięgiem typowych turystów. Każda podróż to dla niego okazja do odkrywania świata i dzielenia się tą pasją z innymi.
